Zobacz wszystkie aktualności
Bibliotecon 2.0

Bibliotecon 2.0

W sobotę 12 października w Miejskiej Bibliotece Publicznej odbył się Bibliotecon 2.0, zorganizowany przy współpracy z Myślenickim Klubem Fantastyki. Uczestnicy imprezy mogli wziąć udział ... czytaj całość

Wyniki konkursu plastycznego!!!

Wyniki konkursu plastycznego!!!

Konkurs plastyczny "Mój ulubiony bohater" rozstrzygnięty! Na konkurs napłynęło 136 prac. Jury przyznało nagrody i wyróżnienia w trzech kategoriach wiekowych: 1. Dzieci ... czytaj całość

Biblio-plecak

Biblio-plecak

Regulamin projektu „Biblio-Plecak”     I. Postanowienia ogólne  Organizatorami projektu „Biblio-Plecak” są: Miejska Biblioteka Publiczna ... czytaj całość

Uwaga! Biblioteka nieczynna

Uwaga! Biblioteka nieczynna

... czytaj całość

Nowe książki w naszej Bibliotece
Recenzje

Recenzje

Tomasz Dziki
Miejska Biblioteka Publiczna


ABC Wszechświata
Bezkresne niebo, gwiazdy zwieszone w czasie i przestrzeni. To obraz, który od wieków intryguje i od wieków też onieśmiela. I o TYM właśnie jest TA książka: o czasie, który minął, o jego prawdopodobnym początku, gwiazdach, atomach. I najważniejszym: o tajemnicy. Oto „Wszechświat w twojej dłoni” pióra Christopha Galfarda: 400 stron tekstu, który zapadnie w pamięć.
Lektura artykułów popularnonaukowych, także w astronomicznych, zwykle bywa wyzwaniem. Trudny język narracji to jedynie drobnostka, a dalej jest już tylko gorzej. Pojawiają się bowiem wzory: matematyczne, chemiczne, fizyczne. Być może pomagają specjalistom. Nas laików jednak odstraszają niczym dawnych podróżników starożytne smoki kreślone na mapach nieznanych lądów. Galfard na szczęście nie straszy nimi (ani wzorami, ani smokami),  ba składa obietnica posłużenia się jednym tylko, oswojonym i powszechnie znanym: E=mc2..  Obietnica zostaje dotrzymana. To w samo w sobie, jest wartością, a i rzadkością - też.
A takich rzadkości i niezwykłości jest tu więcej. Książka w swym papierowym wnętrzu kryje poukładane w rozdziały, sekwencje niedługich opowieści i monologów.   Proste, przyjemne w czytaniu. Towarzyszami wędrówki po wszechświecie, stają się robot, lodówka, ba - nawet i zwykły, banalny wazon. Niezwykłe, prawda?
Gwarancją jakości książkowej relacji, jak zwykle zresztą, jest autor.  A tu jest to autor wyjątkowy: Christophe Galfard, współpracownik prof. Stephana Hawkinga, naukowiec z Uniwersytetu Cambridge. W temat rozprawy doktorskiej wpisał teorię Czarnych Dziur, koncentrując się na tzw. „paradoksie informacyjnym”.  Obecnie - tak można wnioskować z zapisków na jego prywatnej stronie internetowej - zajmuje się także popularyzacją astronomii. Pytania dotyczące Wszechświata można mu zawsze zadawać za jej pośrednictwem, tam zaś posługując się specjalnym formularzem. Niestety… dialog z autorem możliwy jest wyłącznie w języku francuskim. No cóż,  c'est la vie…
Tomasz Dziki / Miejska Biblioteka Publiczna
****
Christophe Galfard: Wszechświat w twojej dłoni. Niezwykła podróż przez czas przestrzeń. Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2017.


Przeszukując czasoprzestrzeń
To był przypadek. „Świat miniony” pióra Toma Sweterlitscha, z bibliotecznej półki zabrałem przez przypadek. Okładka? Sztampowa, wykorzystująca wyeksploatowany zamysł projektowy, nie sprawiała dobrego wrażenia. Banalnymi sloganami starała się też udowodnić, że czytelnik w swych rękach trzyma dzieło niemal unikatowe. Brak pokory i skromności, prawda? Co ciekawe, zniechęcony graficzną wizytówką woluminu, nie odłożyłem go na regał. Dlaczego? Zaintrygował mnie zamysł na fabułę: mariaż kryminału i SF. Ryzykowny, wymagający pisarskiej biegłości i wyobraźni. Teraz, gdy jest po wszystkim, gdy książkę skończyłem czytać, wyboru i czasu poświęconego na lekturę - nie żałuję. Ale nie oznacza to, że „Światem minionym” jestem bezwarunkowo zachwycony. Przeciwnie!
Lista żalów, nie jest jednak długa. Bohaterka, agentka specjalna Shannnon Moss, prowadząc śledztwo przemieszcza się w czasie. To i pomaga jej, i przeszkadza, cóż… czytelnikom - również! Przeskoki w czasie, nie zawsze wydają się być logiczne, a i do technologicznego nań pomysłu także można mieć zastrzeżenia. Mało tego, rażą opisy zbrodni: detaliczne, sprowadzone do poziomu fizjologii, ot wprost z zaniedbanego prosektorium. Dr Hannibal Kanibal Lecter byłby nimi zachwycony. Bezgranicznie.
W gazetowych anonsach, książka T. Sweterlitscha to „niepokojące połączenie” „12 małp” oraz „Incepcji”. Zgoda, ale pewnie trudno też nie zauważyć jej myślowych związków z „Milczeniem owiec” (literacka fascynacja anatomią zbrodni) czy „Interstellar” (podróże w czasie, fizyka kwantowa i Czarne Dziury zakrzywiające czasoprzestrzeń). Rzecz jasna, mogę się mylić…Jakkolwiek by było finał tej niewinnej sprzeczki, nie zmieni jednego: to książka „filmowa”. Filmowa, bo wiodąca czytelnika od obrazu do obrazu, od ich sekwencji, do sekwencji kolejnej. Intrygująca zmienną dynamiką zdarzeń, także i sposobem „filmowania” piórem: raz poetyckim, innym razem dokumentalnym. Wykorzystującym optyczną głębie ostrości, w świecie kina to banalny ruch pierścieniem przysłony obiektywu, do ukrycia lub naświetlania drugiego planu zdarzeń. Jeśli za książkę „zabiorą się” kiedyś filmowcy, będą tym oczarowani.
A dziś? Czytelnicy, także? Być może. Po tym warunkiem, że nie będą próbowali zestawiać wyobrażeń autorki o podróżach w czasie, z tym co wie o nich współczesna nauka i literatura SF. I przymrużą oczy na fabularne, mocno oklepane, literackie standardy: FBI, Navy Seal, policja stanowa i Kryminalne Biuro Śledcze Marynarki Wojennej. I, gdy nie wezmą sobie do serca, smutnych wieści o prawdopodobnym Końcu Świata. On i tak jest nieuchronny!
Tomasz Dziki
***
Tom Sweterlitsch: Świat Miniony. Dom Wydawniczy Rebis. Poznań 2018
=============================================


Na brunatnym szlaku
Tytuł z okładki niepokoi, niepokojąc intryguje: „Wakacje w III Rzeszy”. Relaks? Wędrówka? To możliwe? Odpowiedzi rzecz jasna otrzymamy, jednak wcześniej czeka nas wędrówka po papierowych ścieżkach książki: od rozdziału do rozdziału, niczym z miasta do miasta. A podróż ta będzie osobliwa, nie zawsze beztroska - niekiedy podszyta niepokojem.
Po Niemczech z lat 1933 - 1939 (wiem: zdradzę książkowy sekret)  nie dość, że wędrujemy komfortowo, w urokliwych krajobrazach, to jeszcze – a wiemy to z narracji autorów wspomnień – w otoczeniu życzliwych ludzi. Proszę się nie dziwić... To nie tylko wydaje się być możliwe, ale jest wręcz pewne: Niemcy czasów międzywojnia energicznie przecież zabiegały o rozwój „przemysłu” turystycznego. W plany wpisano zysk, ale także i kreowanie pozytywnego wizerunku kraju. Zamiary te, po części, zrealizowano. Jednym z komercyjnych świadectw takiego stanu rzeczy było zadomowienie się tu, najsłynniejszego wówczas biura podróży - Thomas Cook & Son.
Końcem końców III Rzesza okazała się być atrakcyjnym celem podróży zamożnych Brytyjczyków i Amerykanów. Ba, pojawiali się tu nawet i Chińczycy. Powody podróży? Rozmaite. I to bardzo! Wiele osób przyciągała ciekawość, w tym ciekawość rozwijającego się faszyzmu – wtenczas pojmowanego jeszcze w kategoriach niegroźnej, egzotycznej burzy w szklance wody. Innych wabiły, względy towarzyskie, kulturalne, a czasem - naukowe.
Książkę warto czytać uważnie, a sięgając do wiedzy historycznej wspomnienia wędrowców lokować w kontekście szerszym niż podróżniczy. W relacjach zbyt często bowiem dominuje idylliczny, naiwny (jeśli wręcz nie infantylny)  opis rzeczywistości. Owszem, „psują” go rozmaite rysy, jednak nie są one wyraźnie akcentowane: świadomie lub nie.
Co ciekawe, niektórzy z podróżników, pozostali w III Rzeszy po fizyczny i historyczny jej kres. Tak jak Brytyjka: hrabina Bridget von Bernstorff. „(...) nie wiedzieliśmy co się stało. Nie było gazet i nie mieliśmy radia (...). Jedno było jasne – wojna skończyła się.  Już nikt nie będzie podróżował w Trzeciej Rzeszy – te wypowiedziane przez nią słowa zamykają główną cześć książki. Ważny rozdział w historii Europy – również.
Tomasz Dziki / Miejska Biblioteka Publiczna w Myślenicach
-----------------------
Julia Boyd: Wakacje w Trzeciej Rzeszy. Narodziny faszyzmu oczami zwykłych ludzi. Prószyński i Spółka. Warszawa 2019. ISBN 978-83-8169-120-8.
===========================================

Powrót rozmaitych potworności
Po kilku latach, od ukazania się pierwszego tomu, „Berserk” powraca. Miłośników Pawła Majki nie muszę zachęcać do lektury i o tym jestem przekonany.  Tym, którzy stawiają pierwsze kroki w jego ponurym świecie podpowiadam: należy, od razu, za jednym zamachem, wypożyczyć oba tomy.
„Berserk. Spowiednik”: okładka utrzymana w konwencji tej poprzedniej. Znów intryguje, a intrygując zachęca do lektury.  Trochę też straszy:  człowiek w łachmanach, w mocno zniszczonej bluzie,  z zarzuconym na głowę kapturem. Twarz skrywa futurystyczna maska przeciwgazowa.  Wszędzie krople krwi. Ołowiane chmury i przejmująca słota.  A w tle, nieco ponad linią zachmurzonego horyzontu: zarys budowli., wzrok raczej nie myli - znajomej, to przecież jest… Zgoda, zajrzymy tam, ale jeszcze nie teraz!
Teraz Marek wychodzi z więzienia. Znalazł się tam… z miłości do kobiety.  Oczywiście, to ta lepiej sprzedająca się część prawdy,  ot - więzienny PR. Bo tak naprawdę - no cóż - chciał… zabić jej kochanka.  Ale przecież każdego czasem mogą ponieść nerwy, prawda?
Marek zaczyna nowe życie, nie przypuszczając, że nowe życie, zaczynają również wszyscy mieszkańcy Polski. Nieznana Siła zmienia ludzi w krwiożercze potwory i każe im mordować się nawzajem. Na oślep, bezwiednie, okrutnie. Moc Siły i jej nakazy - jednak omijają go, dlaczego? Początek podróży. Marek brnie pośród zwałów cuchnących zwłok, ruin spalonych domostw, miejskich zgliszczy; wśród ludzi żyjących jeszcze, a już nieufających sobie. Jest obdarzony silnym charakterem, zdeterminowany – bo szuka nieznanego syna, wzmocniony - więziennym doświadczeniem i mądry – mądrością na złe czasu złożoną z życzliwych wskazówek współwięźniów.
Dochodzi do Częstochowy.  Tak, to zarys Jasnej Góry widzimy na okładce.  Teraz, ta podróż,  nabiera nowego wymiaru.
Miasto oczywiście jest symbolem, w książce również, ale trud jego interpretacji należy podjąć dopiero po zakończeniu  lektury.
Książka jest denerwująco przenikliwa i denerwująco aktualna. Kartka, po kartce uświadamiasz sobie, że znasz ten świat. Ten, w którym przenikają się bestie i anioły, znasz zaściankowe spory opierające się nie na wiedzy, lecz na zmyśleniach i emocjach.  Tak to spory o politykę, religię, o tolerancję .
A tytułowy Berserk ? Z filologicznej, słownikowej perspektywy  to  wojownik nieznający strachu.   Kto jest nim w książce? Rozmaitych pytań mamy tu  bez liku. Jak to u Majki... Co to za Siła, która zmieniła ludzi w mordercze bezmyślne bestie? Dlaczego jedni się zmieniają, a drudzy pozostają sobą? Nie dostaniemy odpowiedzi na te pytania, autor dość bezwględnie każe nam próbować odpowiedzieć na nie we własnej głowie. I biec dalej.
Książka nieco przypomina filmy Patryka Vegi.  I tu, i tam pod skorupą brutalności, chamstwa, wulgarności ludzie skrywają wrażliwość i niewinność. I ogromną potrzebę miłości.
Jedno jeszcze... Książkowe dialogi błyskotliwe i filozoficzne,  wymagają skupienia i aktywnego  współuczestnictwa. Potrzebne więc  będą spokój i czas. Na spokojną lekturę.
Tomasz Dziki / Miejska Biblioteka Publiczna
 
Paweł Majka: Berserk. Wydawnictwo Filia, 2017 r.
Paweł Majka: Berserk. Spowiednik Wydawnictwo Filia, 2019 r.
 


Dziennik tęsknoty
Dziś recenzja krótka. Krótka jak list. Bo książka, którą zabrałem z bibliotecznej półki to zbiór listów. Niezwykłych. Gai i Jacka Kuroniów. Niełatwa to lektura. Niełatwa gdyż, a pozbyć się tego nie potrafię, czytając cudzą korespondencje nieustannie czuję się nieswojo. Zbyt blisko jestem wtedy obok rzeczy czasem błahych, a czasem ostatecznych -  zawsze takich jednak, które powinny pozostać pomiędzy piszącym list, a jego adresatem. Na zawsze. I nieodwołalnie. Tak wiem: za zezwoleniem autorów, wydawca podaje je do publicznego wglądu.  W postaci książki. Drzwi do prywatności nieodwołalnie zostają więc otwarte…
Kuroń spędził w więzieniu – jeśli zliczyć wszystkie tam jego pobyty – niemal 10 lat. Korespondencja, choć limitowana więziennym regulaminem, to jednak dozwolona, stanowiła dlań jedyną formę kontaktu z światem zewnętrznym. Z rodziną, a Gają – w szczególności. Listy jako to listy… Donoszą o drobiazgach i rzeczach fundamentalnych. Rozwiązują problemy dnia codziennego, ślą emocje.  A wszystkie składają się na mimowolny, bo niezaplanowany przecież, unikatowy opis więzi pomiędzy Jackiem, a Gają.
Cóż... Jacek Kuroń – co do tego zgadzamy się wszyscy – to postać niezwykła. Obrosła w słownikowe i encyklopedyczne notki, ale także w liczne wspomnienia i anegdoty. Te ostatnie zresztą są najciekawsze.  A teraz mamy jeszcze listy. Prawdziwą ich stertę: aż 400.  Listy, które w niecodziennym świetle i w unikatowych barwach rysują Jacka Kuronia w naszych wspomnieniach.
A na koniec. Książka urzeka nie tylko treścią, ale i formą. To zasługa i redaktorów i projektantów.  Wysmakowany pomysł typograficzny: minimalistyczny, detalicznie przemyślany, wsparty dobrym drukiem i dobrym papierem (tak, to zawsze musi iść w parze) po prostu zachwyca!
Acha... czy ktoś jeszcze pamięta, czym jest list? Nie, nie chcę słyszeć o SMS-ach, o mailach, ani o tym, że są one nowoczesnym, technologicznym odpowiednikiem listu. Bo nie są. Koniec. Kropka.

Tomasz Dziki
###
Gaja i Jacek Kuroniowie: Listy jak dotyk. Wydawnictwo Ośrodek Karta. Warszawa 2014

=====================================

Patyk po lupą. I badyl – też!
Lupa to narzędzie naukowca lub detektywa. Jeśli jednak komuś wydaje się, że zaraz znajdzie tu opis kryminału, tytułowy patyk okaże się narzędziem zbrodni, a badyl zawierać będzie straszliwą truciznę - myli się. Dziś bowiem w roli głównej, naukowiec: Urszula Zajączkowska. Naukowiec, ale nie tylko. Bo i poetka, i muzyczka, a także  – cokolwiek to znaczy – artystka wizualna. Teraz zaś jeszcze popularyzatorka nauki. No, proszę: jeden człowiek, wiele ścieżek.
A i książka też, za sprawą kilkunastu stanowiących ją felietonów, zabiera Czytelnika na wyprawę wieloma ścieżkami. Rozmaitymi, choć wiodących po podobnej okolicy. Nieustannie pośród drzew, badyli - rzecz jasna także, prowadzącymi w głąb lasu, czasem na jego obrzeża. Z rzadka wiodącymi na miejskie, asfaltowe trakty. Cel jest jeden: pokazanie, że wszystko to co nas otacza żyje, życiem własnym, unikatowym. Zwykle niepodobnym do ludzkiego. Ale jak ludzkie niezwykle zagadkowym. Tak, tak: nauka zaczyna pięknie mieszać się z filozofią.
Jak na książkę o naukowym rodowodzie, rzecz czyta się znakomicie:  w jej wnętrzu nie ma tabel, przypisów i wzorów matematycznych. W lekturze pomagają zaś ryciny oraz ilustracje. Czytelników ciekawych świata twórczo zaintryguje obecność bibliografii rejestrującej książki i artykuły, które warto przeczytać.
A tak, na marginesie. Nie jest obecnie łatwo, z nowości MBP - także, wyłowić dobre książki popularno – naukowe. Wytłumaczenie jest proste. Stanowią one ułamek tego co obecnie „wydaje się”, w rezultacie więc mniejszy jeszcze tego co „kupuje się”. Co gorsze przyczyna takiego stanu rzeczy, tylko po części, ma „statystyczny” rodowód. Wiele książek  popularno naukowych – wiem to zabrzmi kolokwialnie – po prostu źle się czyta. Odstręczają styl pisania, akademicki język, czasem fatalna forma narracji. Tego wszystkiego Zajączkowskiej udało się uniknąć. To jednak przecież już wiemy.

Tomasz Dziki
****
Patyki, badyle / Urszula Zajączkowska, Warszawa : Wydawnictwo Marginesy, 2019
==================================================