Zobacz wszystkie aktualności
Bezpłatne e-booki w POLONIE

Bezpłatne e-booki w POLONIE

Biblioteka Narodowa zachęca do lektury i pobierania e-booków w formatach MOBI lub EPUB z POLONY. E-booki można pobrać z biblioteki cyfrowej POLONA bez konieczności logowania. Wyboru ... czytaj całość

Zmiana godzin otwarcia!

Zmiana godzin otwarcia!

UWAGA! Wydłużamy godziny otwarcia Biblioteki Poniedziałek    nieczynne Wtorek          12.00-19.00 Środa            ... czytaj całość

ZASADY KORZYSTANIA Z BIBLIOTEKI

ZASADY KORZYSTANIA Z BIBLIOTEKI

Drodzy Czytelnicy, Troszcząc się o własne i innych bezpieczeństwo prosimy stosować się do poniższych zaleceń, zgodnych z wytycznymi Ministerstwa Rozwoju, Głównego Inspektora Sanitarnego ... czytaj całość

Konkurs na pracę magisterską

Konkurs na pracę magisterską

Miejska Biblioteka Publiczna oraz Muzeum Niepodległości w Myślenicach zapraszają do udziału w konkursie na najlepszą pracę magisterską dotyczącą Myślenic (Miasta i Gminy Myślenice). Prace ... czytaj całość

Nowe książki w naszej Bibliotece
Recenzje

Recenzje

Tomasz Dziki
Miejska Biblioteka Publiczna

Położna z Auschwitz
W Polsce „literatura obozowa” ma unikatowe i wyraziste miejsce. Od pewnego czasu, wydaje się jej nawet więcej niż w przeszłości, choć - niestety - ilość nie zawsze idzie w parze z jakością. A oto wyjątek od tej reguły: „Położna z Auschwitz” Magdy Knedler.
Zalety? Bardzo proszę: starannie udokumentowana, pożytkująca fakty prawdzie, nie epatująca niepotrzebnie okrucieństwem.
Wszystko to co dobre i w książce i pisarskich działaniach autorki, dostrzegło już i Radio Wrocław honorując jakiś czas temu Knedler nagrodą „Emocje” za „powieści, które dowodzą, że gatunkowa wszechstronność i pisarska pracowitość idą w parze z wysoką jakością literacką”. W „Akuszerce” pracowitość oraz jakość są widoczne.
Książka, jej duch, i sposób obrazowania też, ocierają się o pisarstwo dokumentalne. Jednak treść i narracja - również, zostały solidnie wsparte sprawnie skomponowaną fabułą.
Nie. Nie napiszę, czy rzecz czyta się dobrze, czy też źle. Książka jak ta, tak bardzo przecież specyficzna, każdego czytelnika dotknie inaczej. A dotknie na pewno.
Wiem, wiem jest liczna grupa czytelników, która obozowej fabuły nie toleruje. Z tego obszaru piśmiennictwa akceptuje jedynie publikacje naukowe, wspomnienia oraz pamiętniki. Twierdzą (a pod tym i ja się podpisuję), że miejsca jak Auschwitz uhonorowane powinny być raczej ciszą wypełnioną zadumą i modlitwą. Tak, tak: tylko tyle i aż tyle.

Tomasz Dziki
***
Magda Knedler: „Położna z Auschwitz”
==============================
Prawie bajka. I z gwiazdami w tle
Lubicie Państwo bajki? Pytam, ponieważ kończę czytać „Mapę Soli i Gwiazd”, rzecz do bajki podobną. Opowieść, napisano współcześnie, inspirując się zdarzeniami dnia dzisiejszego i przeszłymi, te ostatnie zaczerpnięto zaś z arabskiego średniowiecza. Dwa wątki opowieści, dawny i współczesny, w miarę lektury stają się zresztą jeszcze wyraźniejsze. Książkę, niemal pół na pół, dzieli bowiem opowieść o losach dwóch dziewczynek, bajkowej, średniowiecznej Rawiji i współczesnej, syryjskiej Nour. Opowieść wywodzi się z dwóch światów, zmyślonego i prawdziwego, a te dzieli nie dość, że 800 lat czasu to i Ocean przestrzeni. Światów jednak, proszę wierzyć, podobnych … Możliwe wyłącznie w bajkach? Nie, niekoniecznie.
Nazwisko autora brzmi tajemniczo, obco. Nie może być inaczej: to Zeyn Joukhadar, pisarz, bardzo młody pisarz, „syryjsko – amerykański”, urodzony w Nowym Yorku. Syn muzułmanina i chrześcijanki, co samo w sobie jest niezwykłością, a w dodatku rzeczą możliwą tylko w Syrii lub pośród Syryjczyków.
„Książkowe” dziewczynki, z różnych pobudek, wyruszają w podróż, ta zaś czyni je uchodźcami, na pewnym etapie tej wędrówki tęskniącymi za swymi domami. Analogia, wiem grubą kreską skreślona, skłania jednak do myślenia. Co zaś dotyczy fabuły, nie będę jej zdradzał. Wprawdzie na bajkową modlę jest niewyszukana, ale niespodziewanie wciąga i - co tu kryć - może zauroczyć. Jedna z amerykańskich recenzentek gazetowych napisała, że „Mapa...” to list miłosny napisany do tego co minęło. Mocno powiedziane, ale nic tu dodać, nic ująć. Jednak by do takiej konstatacjo dojrzeć, wpierw rzecz trzeba przeczytać i potem długo i starannie przemyśleć. Po prostu zanurzyć się przyszłości i teraźniejszości. Ta, tak: jednego i drugiego czasem nie sposób rozdzielić.
Cóż, w tych wszystkich zmyśleniach, byłbym zapomniał: książka już czeka na bibliotecznej półce.

Tomasz Dziki

Zeyn Joukhadar: Mapa Soli i gwiazd. Wydawnictwo Czarna Owca, 2019
==========================================

Ciemny las i inne strachy
Nadtytuł myli ponieważ nie jest to nowość – ewidentnie, ale staroć też nie. Poza tym wiele osób tej książki Liu Cixina, a nawet książek – tak, to trylogia – nie dostrzegło. To błąd, rzecz przecież jest unikatowa, swego czasu skutecznie nawet okupująca czołówkę rankingów sprzedaży. Czas błąd naprawić i książki wziąć do ręki. Nawet jeśli nie lubi się literatury SF. Bo jest to fantastyka, smakowita i w niezłym pisarskim wydaniu.
 
Tytuł już nie myli. Las? Ciemny, czarny, niespokojny… To miejsce, w którym wszystko się zaczęło. Radioteleskop wpatrzony w niebo i centrum obliczeniowe. I sygnał z głębi kosmosu. Niezwykły, zmieniający wszystko, ale też spóźniony. A potem zatajony przez odbiorcę.
Stop. Teraz, już nawet tylko kilku słów o fabule nie powiem, aby nie zdradzać biegu jej ścieżek. Niektóre zresztą są oczywiste, a inne zaskakujące. Niech więc mają szansę zaskoczyć.
Autor jest Chińczykiem. W fabule i sposobie kreślenia scen oraz postaci, a nawet ich doborze wyraziście to widać.
W fabule znajdą się odwołania do czarnych lat „rewolucji kulturalnej”.  Ten czas autor wpierw wspomina w przedmowie, pisząc o strachu, głodzie, budzącym grozę odgłosie wojskowej ciężarówki, potem ponownie w aurze grozy czyni tłem do zdarzeń dla opowieści istotnych.
Na chińską też estetyczną modłę, od czasu, do czasu, bawi się opisem detali. Rozmaitych zresztą, ważnych i blachach, proszę zwrócić uwagę na epizod z mrówką zmagająca się z biologiczną rzeczywistością.
Autor, tak jak wszyscy młodzi Chińczycy, kocha technologię i technologiczne gadżety. To widać, a opis (i pomysł nań – też) przedmiotów dotkniętych komputerowym wirusem, a wtedy atakujących i zabijających – jest przedni. Z treści przebija też znajomość nauk ścisłych, a fizyki oraz astronomii  – przede wszystkim.
Przed lekturą proszę w domu wyłączyć Internet. To zagwarantuje aurę spokoju niezbędną w trakcie lektury. Nie żartuję….
 
Liu Cixin: Ciemny las. Wydawnictwo Rebis.
 
Tomasz Dziki
===================================

Napoleon, Adam Zamoyski, Wydawnictwo Literackie  I człowiek i mit

To książka o dwóch rzeczach, o człowieku i o jego legendzie, pisząc zaś wprost: o Napoleonie i aurze mu towarzyszącej. Nie napiszę „książka niezwykła”, bo to zbyt częsty grzech recenzentów, ale...

Oto „Napoleon. Człowiek i mit” Adama Zamoyskiego, ponad 800 stron niezwykłej lektury przygotowanej przez Wydawnictwo Literackie. Polskie brzmienie nazwiska autora może zwieść, ale przecież - choć z polskim korzeniami - to jednak brytyjski historyk, eseista, dziennikarz. Urodzony w Nowym Yorku, tam i w Londynie wychowany, mający za przodków Czartoryskich i Zamoyskich.

Historyk (piszą czasem - „niezależny) o wyrazistych zainteresowaniach, m. In. autor biografii Chopina, Paderewskiego, rzeczy opowiadającej o ostatnich królach Polski. A także intrygującej książki o świętym szaleństwie romantycznych rewolucjonistów tych z powstań polskich i greckich, tych marzących o niepodległości Stanów i tych wznoszących paryskie barykady. Tyle, ot tak „na szybko” pamiętam. A teraz zaś Napoleon.

Wymaga to odwagi, niezwykłej zresztą, a i dobrego pióra też, by ponownie opowiedzieć historię Napoleona. Z prasowych recenzji wynika, że ta odwaga Zamoyskiemu pomogła i „opłaciła się” bo książka został przyjęta entuzjastycznie. Przez fachowców i zwykłych, szeregowych miłośników historii.

Książka napisana bez naukowego zadęcia i żargonu wciąga, to pewne. Czytając można łatwo wyszukiwać w niej rozmaite wątki czy rzeczy - pomaga w tym dobry indeks, spis ilustracji - a co ważniejsze i map. Pasjonatów zaintryguje też obszerna bibliografia, co w czasach Internetu i elektronicznych baz danych może skłonić do dodatkowych historycznych poszukiwań.

Książka skatalogowana, opieczętowaną wpisana do bibliotecznej baz, teraz czeka na półce, a wiem, że wiele osób o nią telefonicznie pyta. A zatem - kto pierwszy, ten lepszy... Prawda?

***

Adam Zamoyski: Napoleon. Człowiek i mit. Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018, s. 883.

Tomasz Dziki

==========================================


(Nie) nowość

Miejskiej Biblioteki Publicznej

Piękno ukryte w technologii

Tak, teraz złamię zasady. Jedną, może dwie. Dotąd, w tym miejscu opisywałem bowiem nowości wydawnicze. A dziś…. Cóż: ani to nowość, ani - co gorsza – pewnie też nie ma jej w katalogu myślenickiej książnicy. Szwankuje mój przeciążony domowy, radiowy Internet, nie mogę więc tego sprawdzić. Wiem jednak, że jest to rzecz do przeczytania. I wiem, że warto o tym opowiedzieć. Oto „Mechaniczne piękno” Davida Gelerntera. Tak, to istny staroć: książkę wydano w 1998 w USA, a rok później w Polsce.

Autor, technologiczny, komputerowy guru, radykalny a i oryginalny w swych poglądach (odrzuca np. teorię ewolucji) zawsze budził skrajne emocje. Przez jednych lubiony, przez innych znienawidzony. W 1993 nienawiść tak (jak każda i jak zawsze) przerodziła się w dramat: Gelernter stał się celem zamachu bombowego, stracił rękę i oko. Od zawsze był pasjonatem komputerów. Już w początkach lat 90-tych wierzył, że mogą one odmienić świat. Proszę pamiętać, że nie było jeszcze pewne, to przecież zaledwie czas pierwszych PC-tów, Apple wybijającego się na powierzchnie rynku IT i „doroślejącego” dopiero Internetu.

Książka to specyficzny esej o pięknie, które wkradło się do technologii i masowego wzornictwa przemysłowego. Proszę zapytać matematyków: równania mogą być piękne, fizycy pewnie też ochoczo podpiszą się pod taką tezą.

Czy komputer może być piękny? Zapytajcie o to użytkowników sprzętu Apple. Tu przecież techniczne zarzuty co do technicznych parametrów oferowanego sprzętu bywają i wyraziste, i zasadne, ale nigdy nie negowano proponowanego wzornictwa urządzeń i po dziś dzień, urokliwego piękna interfejsu systemu operacyjnego. To nic nowego: Gelernter przypomina, że pierwsze „maki” krytykowano za powolność i zbyt małą pamięć RAM, ale – wszystkich - intrygowały wygodną organizacją systemu. Wątek „wczesnego” Apple nieustannie przewija się zresztą przez tą książkę.

Nie, nie jest o jednak książka o Steve Jobsie i jego technologicznym dorobku. Proponowany kontekst i horyzont zdarzeń poddanych analizie są zdecydowanie szersze. Proszę sprawdzić!

A w lekturę warto się zanurzyć bo… zjawiska wtenczas zaobserwowane i tendencje, ówcześnie wypracowany styl pojmowania, estetycznych również, powinności technologii, również dziś odbijają swe piętno w świecie przedmiotów i interfejsów, który nas otacza. Bez dwóch zdań.

Tomasz Dziki

David Gelernter „Mechaniczne piękno”. Wydawnictwo AB. Warszawa 1999.
========================================================

Czerwone żniwa

 Tytuł – co tu kryć – nie mój. Nie muszę zresztą tu niczego ukrywać, ponieważ jest to tytuł woluminu wypatrzonego na zeszłorocznych, jesiennych Targach Książki w Krakowie. Na okładce duet, dwa znane nazwiska: Paweł Majka i Radosław Rusak. Uwaga: aura narracji, także i pomysł na fabułę są inne jednak niż te znane z literackiej przeszłości autorów. Książka jednoznacznie – a i intrygująco, też - wpisuje się lubiany przez czytelników, kanon politycznego SF.

A zatem… obracamy kalejdoskop historii. I tu i teraz, wszystko więc wygląda inaczej. Rok 1964. Trzecia Wojna Światowa. Jej początek. Układ Warszawski niespodziewanie atakuje NATO, a jego główne siły uderzeniowe, przemieszczają się na zachód, przez Polskę. W tym samym czasie, w awangardzie tego niespodziewanego uderzenia, a w głębi „natowskiej, wrogiej” RFN, znajduje się grupa szturmowa polskich Czerwonych Beretów. Wątpliwości, a wręcz i prawa do namysłu pozbawia nas okładka książki. W tle płonących ruin zniszczonego miasta, żołnierz z AK w ręku. W specyficznym (i nowoczesnym jak na tamte czasy), polowym mundurze desantu Wojska Polskiego. Na ramieniu zielona naszywka. Takie nosiła w latach sześćdziesiątych 48 kompania rozpoznawcza z koszar przy ul. Wrocławskiej w Krakowie, analogiczną - 10 batalion powietrznodesantowy (Oświęcim).

Teraz, w alternatywnej rzeczywistości, grupa Czerwonych Beretów ma do wykonania misję. A ta zadecyduje niema o wszystkim. W tym o losach wojny.

Fabuła, złożona, wielowątkowa, wciąga bez reszty, książkę z trudem odkłada się na bok. Uprzedzam: rzecz zaintryguje jedynie entuzjastów alternatywnej rzeczywistości, a wśród nich „pododdział” pasjonatów militariów.

A tak na marginesie… „Czerwone żniwa” przypomniały mi dawne „tygryski”: niewielkie książeczki, w kieszonkowym formacie, w miękkich okładkach, z żółtym właśnie tygrysem na okładce. Były to krótkie opowiadania, opisujące – niekoniecznie wszak mające związek z historyczną prawdą – rozmaite epizody wojenne z okresu II Wojny Światowej. Z tym, że przez wzgląd na rozmiar i format „Czerwone Żniwa” to Tygrys. Bez wątpienia.

No i teraz czekam, aż w ręce wpadnie mi Tom II.

****

Paweł Majka, Radosław Rusek: Czerwone żniwa. Tom I Uderzenie wyprzedzające. Wydawnictwo Znak Horyzont. Kraków 2019

Tomasz Dziki


========================================================

 
Na krawędzi otchłani - Bernard Minier (4902953) - Lubimyczytać.pl  Na e-krawędzi

To niezwykła książka, również dlatego, że trudno ją jednoznacznie sklasyfikować.

Tak to kryminał. Akcja jest wartka, zaskakuje, gdy zaskakiwać powinna i przeraża we właściwych miejscach. Kawał solidnego „kryminalnego” rzemiosła pisarskiego, bez dwóch zdań!

Tak, ta książka wywodzi się z dalekich, ale zdecydowanie okolic literatury SF. Owszem, wyraźnie z jej pogranicza, bo rzecz dzieje się niemal współcześnie, a prawdopodobnie tylko o parę lat wyprzedza to co – technologicznego punktu widzenia - wydarzyć się może.

Tak, a tu żartując dopisałbym, że – w zasadzie – mógłby to być przewodnik po Hongkongu. Zachowam się uczciwie: nie znam miasta na tyle by oceniać prawdziwość serwowanych tu opisów aglomeracji.

W roli głównej jest człowiek, ale zewsząd otaczają go WIFI, sieci, superkomputery, komputery, tablety i telefony – ot, pełny asortyment informatycznej galanterii. Otaczają i… pilnują.

Tym człowiekiem jest Moïra: informatyczka. Skuszona perspektywą intrygującej przygody zawodowej, finansowej – pewnie też, porzuca Europę. Przyjmuje propozycję pracy w Ming – wielkiej, chińskiej korporacji informatycznej ulokowanej w Hongkongu. Firma pracuje nad tzw. Asystentem. Tak, wiem Android ma asystenta, Apple słynną Siri. Ten z Mingu ma jednak przewyższyć wszytko co w branży informatycznej dotąd osiągnięto. Odkrywając karty, skromnie nazwano go… Deus. Wyprzedzam bieg zdarzeń: ten ma nie asystować człowiekowi, ale sprytnie nim rządzić i manipulować. Na razie – przez pierwsze kartki książki system – „uczy się” człowieka. A Moïra mu w tym pomaga.

Uczenie się – w tym przypadku – polega na wprowadzaniu do Deusa olbrzymiej ilości danych opisujących rozmaite aspekty współczesnej cywilizacji i budowaniu sieci połączeń i interferencji pomiędzy nimi. Nie, to nie SF. Przed Państwem rzecz absolutnie współczesna - tzw. „Big Data”. To niewyobrażalne ilości danych, efekt naszych codziennych wędrówek z smartfonem. Wiadomo, gdzie jesteśmy, kiedy i w jakim celu. W sklepie? U lekarza? Pijemy kawę w maleńkiej kawiarence? A teraz wyszukujemy informacje w Internecie, prawda? Nie - oglądamy film. Albo... jedziemy samochodem, tak, tak z włączoną nawigacją wpiętą do Internetu… Żyjąc (a paradoksalnie umierając – też) produkujemy dane. To taki uboczny skutek życia.

W tym samym zaś czasie i nie w odległej galaktyce, ale gdzieś tam, być może za tamtą przecznicą, w jakiejś serwerowni, po prostu właśnie tam sieci neuronowe uczą się naszych zachowań. Czas na oklaski: System –skończył kolejny etap edukacji...

Za dwa akapity opowiedziałbym fabułę, a tego nie chcę. Proszę więc polować na książkę, gdy już otworzą bibliotekę. Tak, wiem: zadecydują o tym ludzie, ale wpatrzeni będą w wykresy epidemii rysowane przez Sieci Neuronowe. Prawda?

***

Bernard Minier: Na krawędzi otchłani. Wydawnictwo: Rebis 2019

Tomasz Dziki


 ===================================================